Nikt się nie napił opisem wody
Podejmowane w ramach Fundacji działania prowadzą do tworzenia warunków gwarantujących osobom z niepełnosprawnością wzroku i słuchu komfort w czasie wizyty w kinie, teatrze, muzeum i galerii. Są to warunki dające możliwość samodzielnego i kompetentnego odbioru sztuki.
Jak powstała Fundacja – skąd wziął się pomysł?
Potem dostaliśmy pierwszą dotację z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zrobiliśmy pokaz, był to film „Ogród Luizy” w Kinie Muranów. Spodziewałam się, że na ten pokaz przyjdą ludzie młodzi i w średnim wieku, a na miejscu okazało się, że średnia wieku wynosiła 50+ i nie wystarczyło miejsc! Wtedy zobaczyłam, że to ma sens. Potem były kolejne projekty i dołączył do nas Robert (red. Więckowski) i wtedy przyspieszyliśmy. Postanowiliśmy spróbować powołać Fundację, której celem będzie udostępnianie kultury. Dzięki Prezesowi Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, Stanisławowi Kowalskiemu, udało się zrealizować to marzenie.
Jakich specjalistów szkolicie w ramach Waszych działań? Z jakich obszarów szkolicie?
Nieważne ile będzie na to pieniędzy, jakie będą ułatwienia, ile podjazdów uda się wybudować, ile będzie słuchawek na wyposażeniu danej instytucji. Wszystko da się zrobić, jeśli ludzie chcą. To nie jest wiedza tajemna. Jest takie chińskie przysłowie, które świetnie to oddaje: nikt się nie napił opisem wody. Możesz wszystko przeczytać na temat wody, ale dopóki nie napijesz się wody, nie wiesz wszystkiego.
Audiodeskrypcja. Nie każdy ma łatwość pisania, umie posługiwać się słowem, ale każdy może spróbować. Uczymy też tego jak dostosowywać teksty kultury do potrzeb osób niesłyszących. To też nie jest wiedza tajemna, ale trzeba wiedzieć jak to robić. To są podstawy, które trzeba posiąść, a potem ćwiczyć, ćwiczyć.
Anna: Szkolimy edukatorów, muzealników, osoby z pierwszej linii, by były gotowe do pracy z osobami z niepełnosprawnością. Dodatkowo pewne grupy staramy się inspirować do tego, by wracając po szkoleniu do swoich instytucji wiedziały co mogą jeszcze tam zrobić dla osób z niepełnosprawnościami, korzystając z tego co już mają. Tak zadziałała Galeria ZACHĘTA, dostali od nas tylko wskazówki. Zależy nam też na tym, by przełamać bariery w sobie ale i być ambasadorem w przełamywaniu barier w swojej instytucji.
Jakie standardy obowiązują w Waszej ofercie szkoleniowej?
Robert: Przede wszystkim jednak uczymy przez doświadczenie. Mało mówimy jak coś wygląda. Proponujemy ćwiczenia. Najbardziej jednak zależy nam na tym, by po wykonanym ćwiczeniu rozmawiać o tym, co czuliśmy w trakcie jego wykonywania, czy o czymś nas przekonało. Naszym założeniem jest, by uczestnicy odnaleźli w sobie naturalny odruch i gdy zobaczą osobę niewidomą, bądź poruszającą się na wózku, wiedzieli jak się zachować. Te osoby dochodzą do wniosków, do których my dochodziliśmy czerpiąc doświadczenia z różnych projektów.
Nie wydajemy zaświadczeń ani certyfikatów.Uczymy się przez całe życie i na to też chcemy uwrażliwić te osoby, które do nas przychodzą. Jeżeli ktoś naprawdę chce się czegoś nauczyć, musi być obecny na warsztacie. Jednocześnie trzeba dać sobie szansę popełniać błędy. To co nam się wydaje, okazuje się, że być może wcale takim naprawdę nie jest. Potrzebna jest też świadomość jak ten błąd naprawić. Działamy w obszarze kompetencji interpersonalnych. Trudno jest dyskutować z faktami. Warto nauczyć siebie samego pokory, akceptacji i granic osoby z niepełnosprawnością.
Anna: Sami często również mamy pewne obawy. Na przykład nie do końca mieliśmy przekonanie do połączenia grupy osób niewidzących i niesłyszących na jednym warsztacie, a okazało się, że to świetnie się sprawdziło i że uczestnicy/czki byli bardzo aktywni i z inicjatywą. I to też jest dla nas ważne – otwartość na łączenie ze sobą różnych grup, nietworzenie getta.
Robert: Czas. Nasze warsztaty są zwykle trzydniowe. Raczej nie zgadzamy się na to, by je skracać. Nie da się tej wiedzy zgłębić w krótszym czasie.
Co chcielibyście przekazać trenerom/edukatorom? Czy macie dla nich jakieś rady?
Anna: Przeżycie sytuacji zbliżonej do życia z niepełnosprawnością, zanurzenie się w tej sytuacji.
Robert: Trzeba wiedzieć też jak. Czyli znać rozwiązania, które umożliwiają osobom niepełnosprawnym dostęp do sztuki, wiedzy. Poszukać dobrych praktyk. Inną sferą są kompetencje interpersonalne. Nie wolno pozwolić osobie z niepełnosprawnością na wszystko. Nie ma czegoś takiego jak taryfa ulgowa dla osób z niepełnosprawnością. A często jesteśmy skłonni im ją dać. Stąd bierze się stereotyp roszczeniowej osoby niepełnosprawnej. Warto zastanowić się nad tym, z jaką częstotliwością my sami pozwalamy na zachowania, które tę roszczeniowość pogłębiają.
Jeśli pracujesz z niewidomymi i każde spotkanie organizujesz w innym miejscu, to nie dziw się, że na ostatnie spotkanie nikt nie przyjedzie. Jeżeli nie zapewnisz pomocy, (w tym przypadku stałości miejsca spotkań) przy przemieszczaniu się, które jest najtrudniejszą rzeczą dla osoby niewidomej.
Anna: To są klucze do tego by wspólna praca się powiodła. Osoby niewidzące raczej nie są spontaniczne. Trzeba dać im czas, by się ze wszystkim zapoznały, dobrze by treść zaproszenia była wyczerpująca. Osoby z niepełnosprawnością muszą sobie zorganizować czas, dojazd, być może pomoc w dojeździe na to wydarzenie.
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w pracy z osobami z niepełnosprawnością wzroku?
Anna: To co jest w tym aspekcie ważne, to czas, potrzeba na to więcej czasu. Trzeba też zwrócić uwagę na ilość rzeczy, które chcemy przekazać, nie może być ich zbyt dużo. Np. na jednym zwiedzaniu muzeum trwającym półtorej godziny, oglądamy trzy obiekty i o nich rozmawiamy. To się sprawdza i wtedy ludzie wracają. Należy też wystrzegać się chęci uszczęśliwienia osób z niepełnosprawnością podczas szkoleń czy warsztatów. Traktujemy ich jak wszystkie inne osoby, a to na co zwracamy uwagę, to ułatwianie im dostępu do treści.
Czy w gronie specjalistów z którymi współpracujecie są osoby niewidzące?
Na czym polega „know how” przekazywane organizacjom/instytucjom w obszarze dysfunkcji wzroku?
Anna: Do tego dochodzi znajomość kultury, co wzmacnia jakość naszych działań. Pomagamy w przygotowaniu całego procesu udostępniania sztuki, od przygotowania materiałów aż po wyjście osoby niewidzącej z kina czy muzeum. To na co zwracamy szczególną uwagę to lektor czytający audiodeskrypcję. Musi być profesjonalistą, aktorem głosowym. Na tym nie wolno oszczędzać.
Robert: Podpowiadamy też jak obejść rozwiązania, które wymagają dużych nakładów finansowych. Nie zawsze są pieniądze na wszystko, a warto tę audiodeskrypcję mimo braku środków robić. Okazuje się też, że każdy własnym sumptem może nawet wykonać tyflografikę, pod warunkiem że osoba ta chce poświęcić swój czas i energię na myślenie o tym.
Co jest dla Was wyzwaniem na przyszłość?
Anna: By na etapie planowania i projektowania budżetów wystaw, filmów, spektakli, wpisywano koszty związane z udostępnianiem tych wydarzeń. By z tych kosztów przedstawiciele instytucji nie rezygnowali w przypadku konieczności dokonywania cieć. A często słyszymy, że tak się dzieje. Poza tym chcemy mieć też swoje miejsce kulturalne, które będzie w 100% dostępne dla wszystkich.
Z czego jesteście dumni, czym chcecie się podzielić z innymi organizacjami?
Anna: Kiedyś każdy film, który opatrywaliśmy audiodeskrypcją był wydarzeniem za który dostawaliśmy podziękowania. Dziś nasi odbiorcy przychodzą i są krytyczni, dyskutują, co się podobało, co nie, co powinniśmy poprawić. Dają nam przez to bodziec do rozwoju.
Robert: Cieszymy się z Warszawskiego Tygodnia Kultury Bez Barier. Wydarzenie wymyślone spontanicznie, a teraz będzie kolejny etap. Najczęściej pojawiający się zarzut, to taki, że niektórzy nie mogli wziąć udziału we wszystkim, bo wydarzenia nakładały się na siebie.
Anna: Moim marzeniem zawsze było dać naszym odbiorcom wybór, by tak jak my mogli decydować czy dziś idą do kina, teatru czy muzeum. Paradoksalnie więc narzekania na to, że podczas Warszawskiego Tygodnia Kultury Bez Barier wydarzenia się nakładały, jest dla mnie, dla nas realizacją naszych celów. Dziś w nasze działania włączają się nowe instytucje, które od lat zapraszaliśmy i nie zawsze chciały z nami współpracować. Dziś już chcą.
Zabierz laskę do kina – to moje spełnienie marzeń. Zawsze marzyłam o kampanii społecznej. Zawsze chciałam by ludzie wiedzieli, że nasi odbiorcy chcą korzystać z kultury. Ludzie włączyli się za darmo i pomogli nam ją przeprowadzić. I się udało. Byliśmy w każdym medium. To było niezwykłe. Miało duży zasięg – wszyscy się na to powołują kontaktując się z nami.
Robert: Wierzymy, że warto to robić. Może od tego miejsc pracy nie przybędzie, ale ludzie będą szczęśliwsi.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Olga Kożuchowska
Wywiad został przeprowadzony w ramach projektu „Doświadczenia edukacji dorosłych osób niewidzących i słabowidzących w Europie” w ramach programu Grundtvig.
Ten projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej. Projekt lub publikacja odzwierciedlają jedynie stanowisko ich autora i Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za umieszczoną w nich zawartość merytoryczną.